To jest bardzo stary wpis, opublikowany ponad 4 lata temu.
Możliwe, że nie odzwierciedla dziś poglądów Autora lub zewnetrznych faktów. Jest zachowany jako wpis historyczny.
AKTUALIZACJA: podkreśliłem szkodliwość niekompatybilności
licencji typu “bez utworów zależnych” z licencjami wolnymi (w tym innymi
licencjami CC); serdeczne podziękowania dla Carlosa Solísa za hiszpańskie tłumaczenie. ¡Gracias!
Są dwa podstawowe rodzaje argumentów za licencjami typu “bez utworów
zależnych” (np. licencje
Creative Commons z warunkiem -ND czy GNU
Verbatim Copying License):
- pewni autorzy nie życzą sobie, by ich dzieła były modyfikowane,
przekręcane, używane w sposób, którego nie akceptują;
- pewne dzieła (np. wyrażające czyjąś opinię) są w sposób zasadniczy
innego typu, niż pozostałe rodzaje dzieł, i powinny pozostawać
niezmienione.
Uważam, że oba te argumenty opierają się na założeniach, które są w
sposób podstawowy błędne. Uważam, że licencje typu “bez utworów
zależnych” są nieskuteczne i przynoszą efekty odwrotne do zamierzanych.
Oto dlaczego.
“Nie chcę, by ktoś
przekręcił moje dzieło!”
Jesteś autorem i nie życzysz sobie, by Twoje dzieło było modyfikowane
lub przekręcane w taki sposób, by przekazywało coś, czego Ty nie
chciałeś przekazać. Są tu dwie możliwości:
- ktoś bierze Twoje dzieło, przekręca je i publikuje pod Twoim
nazwiskiem, sugerując, że to Twoja praca i poglądy;
- ktoś modyfikuje Twoją pracę i publikuje pod swoim imieniem jako
dzieło zależne (z uznaniem autorstwa oryginału).
Pierwsza możliwość jest nielegalna niezależnie od licencji!
Nikt nie ma prawa twierdzić, że jesteś autorem czegoś, czego nie
stworzyłeś; nikt nie ma prawa zmodyfikować Twojego dzieła i twierdzić,
że ta modyfikacja to nadal Twoje dzieło. Licencje typu -ND są tu zbędne,
prawo autorskie jednoznacznie tego zabrania.
Jeżeli chodzi o drugą możliwość – stworzenie zmodyfikowanego dzieła
zależnego, bez błędnego przypisywania autorstwa – moim zdaniem żadne
licencyjne obostrzenia nie są tu potrzebne. Zbyt bliskie to jest zwykłej
cenzurze: “nie będziesz używał słów moich przeciw mnie”;
“nie podoba mi się, co chesz powiedzieć, więc wykorzystam prawo
autorskie by Ci na to nie pozwolić”.
Zresztą, tworzenie parodii jest explicite dopuszczalne i chronione
przez prawo autorskie. Podobnie prawo do cytatu. Żadna liczba zastrzeżeń
“bez utworów zależnych” nic tu nie zmieni – Twoje opublikowane słowa
będą użyte niezgodnie z Twoją wolą, czy Ci się to podoba, czy
nie.
W tym sensie licencje typu “bez utworów zależnych” są
nieskuteczne.
“Pewne dzieła
powinny być chronione przed zmianami!”
Ten argument opiera sie na założeniu, że pewne rodzaje dzieł
(pamiętniki, dokumentacja, artykuły przedstawiające prywatne opinie) w
sposób zasadniczy powinny być chronione przed zmianami i zachowywane
tak, jak zostały stworzone.
Przede wszystkim, wszystko co napisałem wyżej ma odniesienie i tu.
Takie dzieła i tak nie mogą być “modyfikowane”, każda “modyfikacja” jest
w istocie stworzeniem dzieła zależnego, nikt (zgodnie z prawem) nie może
twierdzić, że oryginalny autor jest autorem “zmodyfikowanego” dzieła
zależnego. Takie prace również mogą być cytowane i parodiowane,
niezależnie od ewentualnego warunku “bez utworów zależnych”. Ten warunek
jest nieskuteczny.
Warunek ten jednak powstrzymuje innych przed działaniami, które
zwykle uznalibyśmy za pożądane. Jak rozwinięcie jakiejś
pracy, dodanie lepszych argumentów czy stworzenie bardziej aktualnej
wersji. Lub jak tłumaczenie dzieła na inny język, by szerzej
krzewić wiedzę i argumenty w nim zawarte. Tego typu działania są
pozytywne, ale ludzie, którzy chcieli by je być może wykonać
będą zwracać uwagę na licencję, z której dowiedzą się, że nie
mają prawa tych działań wykonać…
Co ważniejsze, ten argument zakłada, że jest tylko jeden kontekst, w
którym dzieło może być wykorzystane. Np. “esej o wolnym oprogramowaniu”
– jako artykuł do przeczytania i czerpania argumentów. Lub “pamiętnik”
jako dokument historyczny, opisujący poglądy i dzieje autora.
Dzieła mogą jednak być wykorzystywane w wielu różnych kontekstach, i
zwykle tak się właśnie dzieje.
Wystarczy wyobrazić sobie nauczyciela informatyki, który wykorzystuje
rzeczony esej o wolnym oprogramowaniu jako materiał edukacyjny,
modyfikując go tylko nieznacznie tak, by uczniowie mogli go lepiej
zrozumieć, lub wykorzystujący go jako punkt wyjścia dyskusji na
zajęciach. “Bez utworów zależnych” nie pozwoliło by na takie użycie.
Artyści często wykorzystują pewne nieartystyczne “materiały” w swych
dziełach – za przykład może posłużyć “Fontanna”
Duchampa. “Pamiętnik” czy “artykuł przedstawiający opinię” łatwo
mogły by zostać wykorzystane w kontekście “artystycznym”, choćby jako
źródło tekstów do jakiegoś konkursu elektrybałtów.
Przykładem podobnej zmiany kontekstu jest HaikuLeaks.
Jestem pewien, że moglibyśmy znaleźć podobne haiku w dokumentacji
GNU, w dokumentach progranmowych FSF, w dokumentacji Linuksa. “Bez
utworów zależnych” nie pozwoliło by nikomu na takie wykorzystanie – i
twierdzę, że jest to autentyczna strata.
W tym więc sensie klauzule “bez utworów zależnych” są
kontrproduktywne.
Zaciemnianie dyskusji
Licencje “bez utworów zależnych” jest też zasadniczo szkodliwa.
Przez nie trudniej wyjaśnić, czym są wolne licencje. Wiele osób jest
przekonanych, że dowolna licencja z rodziny CC czy stajni GNU jest
licencją wolną. Tymczasem licencje CC-*-ND oraz GNU Verbatim nie mogą
być za takie uznawane. Rozróżnienei to jest zarazem kluczowe, jak i
trudne do wyjaśnienia.
Licencje te powodują też fragmentację całego korpusu dzieł
licencjonowanych na licencjach CC i GNU: pewne takie dzieła (nieraz
dystrybuowane w ramach tego samego systemu operacyjnego lub umieszczone
w tym samym repozytorium) są
licencjonowane w sposób niekompatybilny z pozostałymi dziełami w tym
systemie czy repozytorium. Pewne (właśnie te na licencjach “bez utworów
zależnych”) nie mogą być modyfikowane czy używane w nowych dziełach,
podczas gdy inne – tak.
To powoduje, że sytuacja jest niejasna i utrudnia zarówno
wyjaśnienie, czym są wolne licencje, jak i wykorzystanie dzieł na nich
rozpowszechnianych.
TL;DR
- Licencje “bez utworów zależnych” nie chronią przed tym, przed czym
chcemy, by chroniły (albo dlatego, że jest to jednoznacznie dopuszczone
przez prawo autorskie, albo dlatego, że już samo prawo autorskie tego
zabrania);
- utrudniają jednocześnie robienie rzeczy, które uznawane są za
pozytywne lub interesujące;
- a zarazem utrudniają promowanie wolnych licencji i dzieł na nich
rozpowszechnianych.